Rejsuj.pl jest społecznością skupiającą żeglarzy. Zapoznaj się z doświadczeniem żeglarskim swoich znajomych, obejrzyj zdjęcia i wideo z rejsów.
Rejsuj.pl to także największa multimedialna baza danych o jachtach.
Zaplanuj z Rejsuj.pl kolejny sezon i umów się na rejs ze znajomymi!

Twoja przeglądarka jest bardzo stara i wymaga uaktualnienia!


Załoga portalu Rejsuj.pl rekomenduje aktualizację Internet Explorera do najnowszej wersji.

Relacja z pokładu Daru Szczecina podczas TTSR 2010

Data:  2010-07-09 09:40:53
Ocena:
Kolejne doniesienia nadesłane z pokładu Daru Szczecina.
Nasze jachty Dar Szczecina oraz Zryw płyną na zlot żaglowców. Obecnie cumują na Helgolandzie. Planowany kurs przed Antwerrpią - jeszcze Amstardam.
autor: Wojtek
zródło: centrumzeglarskie.pl


25.06.2010 STARTUJEMY


Nareszcie, po uciążliwym roku szkolnym (zawsze jest uciążliwy) lub po długo wyczekiwanym urlopie (także jest zawsze długo wyczekiwany) nadszedł dzień wypłynięcia. Zjawiliśmy się na przystani rano i od razu (no prawie) porwały nas przygotowania. Paliwo, woda, prowiant, własny dobytek a to wszystko do zapakowania na jacht. Przygotowania trwały właściwie cały dzień i już wisiała mała groza, że pierwszą noc spędzimy na przystani na szczęście się udało.

Po godz. 1800 po raz pierwszy w tym rejsie manewry portowe, oddane cumy i cała naprzód. Droga do Świnoujścia przebiegła dość spokojnie a na miejscu byliśmy ok. 0130 w nocy. Zmęczeni poszliśmy spać…… o 0600 rano. Po drodze odwiedziliśmy najgorszego kebaba w mieście (ale zawsze otwartego), graliśmy w piłkę prawie plażową, a skończyliśmy na rywalizacji w basenie z wodą (hm…. kto to wymyślił).

26.06.2010 SZEKLA


Po dłuuugieeejjj nocy pobudka oczywiście przed 0800 i śniadanko. Dzień przebiegał na doklarowaniu jachtu, ostatnich zakupach (w Świnoujściu w sklepie budowlanym obsługa nie ma pojęcia co to jest szekla) i na korzystaniu z atrakcji jakie niosły Dni Morza w Świnoujściu. O 1630 pod nadzorem kamer telewizyjnych oddajemy cumy i kierujemy się na morze… no i zaczęło się rumakowanie. Żagle góra, silnik dół, buju, buju i mamy prezesa :). Chwilkę potem już większa część załogi składała pokłony zadając sobie pytanie : "Co ja robię tu, uuuuu…". Wiatr przeciwny nie sprzyjał szybkiej żegludze więc najpierw wykonaliśmy długi hals śmierci pod Bornholm aby wreszcie obrać kurs na Kilonię.

27.06.2010 POTOP


O godz. 0700 budząca się załoga dostrzega wodę na gretingach, czym prędzej zastępca sprawdza zęzy a tu woda po podłogę, połowa silnika pod wodą, podobnie jak większość kabli i innych urządzeń. Rozpoczynamy akcję: pompa elektryczna, 2 pompy ręczne (po chwili już tylko jedna, guma nie wytrzymała napięcia). Po godzinie sucho (w miarę), a niesforna okazała się pompka elektryczna, to ona przepuszczała wodę z powrotem i to w zawrotnym tempie. Można teraz było zająć się żaglami… posuwaliśmy się bezszelestnie po wodzie aż do momentu namierzenia nas przez germańskich najeźdźców, którzy zaatakowali nas swoim pontonem i dokonywali weryfikacji tożsamości na podstawie dokumentacji państwowej. Po kontroli by nie kusić losu odpalamy silnik, bo wiatr ucichł zupełnie i bez większych już przygód kierujemy się na zachód (szli na zachód osadnicy…). Wieczorem na jachcie dominuje SingStars a właściwie PiaStars. Pierwszy zabrał mianowicie na rejs Sony Playstation, zatem praktykujemy zajęcia multimedialne. Kiedyś to żeglarstwo wyglądało chyba troszkę inaczej…

28.06.2010 KANAŁ


Wczesnym popołudniem docieramy do Kilonii, a właściwie Holtenau, gdyż postanowiliśmy (kto postanowił to postanowił) od razu przebijać się na morze północne. Obowiązkowy postój w Rendsburgu (po nocy nie można pływać po kanale). O czym marzą dziewczyny żeglarki przez większość rejsu? PRYSZNIC. Był, ciepły i mokry. A potem wieczorne spacery i nocne rozmowy o życiu i śmierci (Madzia ma).

29.06.2010 PŁYW


Kontynuujemy żeglugę kanałem próbując dogonić Zrywa, który wypłynął 12 godz. wcześniej. Kolejna śluza i… tak, tak, morze północne, dla większości po raz pierwszy. Kapitan z zastępcą starają się wytłumaczyć skąd się biorą pływy i dlaczego jest taki duży prąd ale materia jest oporna. Wieczorkiem wchodzimy bokiem do Cuxhaven. Nie ma prysznicy (no niby są ale niedostępne), zatem na miasto a później wymiana spostrzeżeń z załogą Zrywa. Spać poszliśmy dość wcześnie czyli ok. 0200.

30.06.2010 HELGALAND

Godzina 0600 idealna na manewry. Ponownie z prądem kierujemy się na zachód. Przeciwny wiatr który z resztą nagle ktoś wyłączył weryfikuje marzenia o szybkiej żegludze. Nie pozostaje nic innego jak dla rewanżu najechać na niemieckie landy. Atakujemy byłą bazę u-bootów - Helgoland. Każdy kto tam był wie co się tam najeżdża. Opanowaliśmy także wyspę obok, przeganiając lokalne foki. Wieczorem ponownie SingStars, przechodzimy na kolejny poziom zaawansowania, myślę że w Antwerpii będzie koncert live na starym mieście…

01.07.2010 SKLEP


Co jest na Helgolandzie największą atrakcją turystyczną? Po co przypływają tam setki jachtów w tym obowiązkowo wszystkie pływające po północnym z Polski? SKLEPY… Zaopatrzeni w twardą walutę przemykamy po zakamarkach tych dobytków i kupujemy odpowiednio: młodzież - słodycze i pamiątki (królują foki przytulanki), kadra - napoje reprezentacyjne i perfumy (jeszcze nie ustalono czy dla siebie czy dla jakiś tajemniczych dam). Po tych zakupowych rozpustach oddajemy cumy i dalej w morze… Ze względu na pewne opóźnienie, a także na zapowiadane słabe i do tego przeciwne wiatry zdecydowano o zrezygnowaniu z żeglugi do Londynu. W zamian atrakcją jak się później okaże dla niektórych znacznie większą ma być Amsterdam. Wypływamy o 12.00, dwie godziny po Zrywie i od razu we wszystkich przebudziła się żyłka regatowa. Najważniejsze to przegonić Zrywa. Wiatry wystawiały nas na próbę, cichnąc czasami niemal do zera. I tak na kołyszącej do snu fali upłynął kolejny dzień a potem noc.

02.07.2010 SZTORMY?

Cóż można powiedzieć o tym szalonym dniu… zacytujmy dziennik jachtowy: w godzinach 0000-0700 wiatr E 1B, potem zaszalał nawet do 3B, od 1500 już SW 1-2B (dla niewtajemniczonych idealnie pod wiatr). Wszyscy żeglarze wiedzą że gorsza od sztormu jest na morzu cisza. W tym rozumieniu słowa sztormowaliśmy całą dobę czasami płynąc do tyłu, choć atrakcje pogodowe miały dopiero nadejść tuż po północy…

03.07.2010 BURZA


O 2400 kapitan wyciąga zastępcę z koi. Na widok ciemnych chmurek pojawiających się gdzieś przed dziobem postanawiamy zmienić foka na mniejszego i zarefować grota. Jeszcze w trakcie prac jak nagle nie lunie, jak nie zabłyśnie, zagrzmi, a po chwili nie zawieje… wyczuwacie troszkę dramaturgii? I słusznie, dla niektórych naszych załogantów było to pierwsze doświadczenie z potęgą przyrody (choć potęga nie była aż tak okazała - zwykła szóstka, co nie przeszkadzało na średnim foku i trzecim refie płynąć nawet do 8 węzłów). Po tych przygodach pozostały mokre ciuchy i lekkie niewyspanie. Kolejną atrakcję zafundowała nam Pia po czwartej nad ranem. Odpaliła przypadkiem w trolowni (forpiku) gaśnice proszkową. Dym opanował cały jacht, a trolownia wyglądała jak by ktoś odpalił bombę mączną. Trochę strachu, więcej śmiechu, a od rana sprzątanie. W ciągu dnia wszystko wróciło do normy, czyli wiatr 1B i do tego w mordę. Końcówka już na silniku, śluzy w Imujden i wieczorem masztem pośród drzew cumujemy w Amsterdamie. Po krótkich naradach okazała się rzecz niewiarygodna, atrakcje miasta zwyciężyły nad prysznicem i postanowiliśmy całą grupą udać się czym prędzej na miasto. Co wieczorem zwiedza się w Amsterdamie? To wybitnie retoryczne pytanie… wiadomo - od dworca prosto a potem w lewo. Kafejki, bary, sklepy, nastrojowe uliczki - można by tak to opisać i człowiek nie minie się z prawdą, z tym że w barach króluje piwko, w kafejkach "coś do palenia", sklepy bynajmniej nie są spożywcze, a uliczki wybitnie w kolorach czerwonych. Pilnując rozgrzanego do czerwoności Kamila robimy cztery pętle utartym szlakiem a i tak dla niektórych ciągle jest pięknie : ). Gdyby nie to że kadra przywoływała do porządku a dziewczętom chyba się troszkę nudziło (z braku męskiej wersji atrakcji), niektórzy zostali by tu do rana. Drogę na jacht spędziliśmy plotkując (mniejszość) lub rozmarzając się i trawiąc to co zobaczyliśmy (większość, choć przyznawała się do tego mniejszość). Zmęczeni trudami dnia, pełni wrażeń poszliśmy spać. Jutro też jest długi dzień….

04.07.2010 AMSTERDAM


Po śniadaniu nacieraliśmy się olejkiem, no właściwie nie siebie tylko nasz jacht, a dokładniej jego pokład. Niech też się czuje zabezpieczony - safety first. Potem na miasto. Dziś nastąpił rozłam, na szczęście tylko w sposobie zwiedzania, część ekipy postanowiła poruszać się tramwajami wodnymi, wyskakując i wskakując tu i ówdzie, druga część maszerować i spacerować. Tramwaje wodne pływają po niemal wszystkich kanałach, których tutaj są chyba setki kilometrów. Ruch wodny jest ogromny a pływadeł bez liku, czasami nawet stoi się w korku a i przydarzyła się mała kolizja. Pogoda jak zwykle dopisała i słoneczko prażyło z góry. Na jednym z przystanków okupowaliśmy sklep z pamiątkowymi koszulkami, zdecydowane powodzenie miała jedna z napisem: "Good boys go to Heaven, Bad boys go to Amsterdam". Co się działo w alternatywnej wycieczce? Do końca nie wiem, ale doszły do mnie pojedyncze wrażenia o wytrwale stojących dziewczynach w oknach, knajpkach i sklepach. Lepiej chyba nie wnikać. Wieczorem okazuje się że mamy się przestawić, wybieramy lekko oddalony porcik jachtowy, gdzie jesteśmy zdecydowanie największą jednostką. Wieczorem kolejny wypad na miasto, wiadomo gdzie, wiadomo po co, wiadomo jak było, warto jedynie dodać że na czele grupy najczęściej była Marysia, która z sukcesem pilnowała Bola.

05.07.2010 BYE AMSTERDAM

Już nikt nie ma siły iść na miasto, więc przed południem ostatnie zakupy (sklep tuż za bramką) i kąpiele. O 1200 ruszamy - kanał, śluza i … o Boże znów morze. Wiaterek sprzyja, stawiamy żagle, nawiązujemy łączność z zaprzyjaźnionym Kapitanem Głowackim który płynie niedaleko i obieramy kurs na Zeebruge. Wieczorem tradycyjnie wiatr siada a mijamy po drodze dziesiątki statków podążających do jednego z największych portów Europy - Roterdamu, o platformach już nie wspominając.

06.07.2010 "CUDOWNE" ZEEBRUGE

Ok. 1400 cumujemy w przystani jachtowej i zajadamy się obiadkiem (hmmm, każdy by chciał po trzy kotlety schabowe), potem na miasto. Okazało się wymarłe, nijakie, z trudnym do określenia centrum i zamkniętymi wszystkimi 3 sklepami (2 spożywcze plus papierniczy). Po prostu "lovely". Nie ma co wracamy na jacht, a potem długie rozmowy o życiu i śmierci… a rano - jajecznica.

07.07.2010 MYJU, MYJU

Na śniadanie jak już wspomniano - jajecznica. Po śniadaniu porządki, przede wszystkim zastępca zarządził czyszczenie burt jachtu. Pracowali wszyscy (oczywiście kambuz w kambuzie, zaopatrzenie w sklepie, a reszta przy jachcie). Szuru buru, myju, myju, burty, pokład i odbijacze aż lśnią. No może troszkę za dużo piany wkoło jachtu. Później podobna operacja z własnym ciałem pod prysznicami i trzygodzinna wycieczka do sklepu (w tym dwie na ławce). Na obiad fajitas…
Zobacz ofertę rejsów na sezon
01
Gru
2024
Kryptowaluty
Kategoria: inne
Wrocław
15
Lis
2025
Labrador
Kategoria: szanty
Warszawa