Rejsuj.pl jest społecznością skupiającą żeglarzy. Zapoznaj się z doświadczeniem żeglarskim swoich znajomych, obejrzyj zdjęcia i wideo z rejsów.
Rejsuj.pl to także największa multimedialna baza danych o jachtach.
Zaplanuj z Rejsuj.pl kolejny sezon i umów się na rejs ze znajomymi!

Twoja przeglądarka jest bardzo stara i wymaga uaktualnienia!


Załoga portalu Rejsuj.pl rekomenduje aktualizację Internet Explorera do najnowszej wersji.

Relacja z pokładu Daru Szczecina z drugiego etapu The Tall Ships Races 2013

Data:  2013-08-13 15:39:33
(głosów: 1)
Ocena:
Autor: Wojciech 'Bolo Jr' Maleika   Żródło: rejsuj.pl
Wiatr tężeje, Dar poddaje się jego sile i kładzie coraz bardziej na lewą burtę. Gdzieś po lewej znajduje się Bornholm, a przed nami ok. 80 Mm do mety. Musimy szybko zrzucić genuę, bardziej nas kładzie niż pcha do przodu. Przy 20 węzłach wiatru i kursie ostro na wiatr mamy stanowczo za dużo żagla.
Krzyczę pod pokład „Szybko, do żagli, alarm…”. To kolejne manewry z żaglami tego dnia, chyba już z piętnaste od momentu startu. Załoga zmęczona, niewyspana, mokra, ale gotowa do pracy. Pojawiają się po kolei na pokładzie, miny maja raczej nie wesołe, spoglądają na mnie spode łba, niektórzy coś rzucą przez zaciśnięte usta, na szczęście nie marudzą zbyt mocno. Krótko im wyjaśniam co jest do zrobienia… „zrzucamy genuę, stawiamy foka, potem drugi ref na grocie”. Więcej nie trzeba tłumaczyć, od początku rejsu już dobrze opanowali sztukę pracy przy żaglach…


Drugi etap tegorocznych The Tall Ship Races 2013 prowadzi z Rygi do Szczecina, a tak po prawdzie start do regat znajduje się 5 Mm od Ventspils. Z Rygi wypływamy dzień przed startem i udaje nam się przycupnąć na kilka godzin w marinie. Szybka kąpiel, najświeższe prognozy pogody, krótki spacer po tym niewielkim mieście. Rozpoczęcie wyścigu przewidziano na godzinę 1800. Kręcimy się dość blisko linii startowej aby podziwiać żaglowce które startują jako pierwsze. Wiatry słabe wiejące w rufę. Żaglowce pod pełnymi żaglami majestatycznie poruszają się po naszej nawietrznej i podążają już w kierunku Gotlandii. My przygotowujemy się do naszego startu.

Po raz kolejny decydujemy się na start przy zawietrznej boi, chcemy potem pójść bardziej na południe, teoretycznie wg prognoz tam wiatr ma być troszkę mocniejszy. Sygnał startowy rozbrzmiewa w UKFce, jesteśmy chyba z 20 metrów od statku kończącego linię startową. Ustawiamy precyzyjnie żagle i pierwsi przekraczamy tą wirtualną linię rozpoczynającą wyścig. Stawka podzieliła się na dwie grupy – tych co jadą na zachód w kierunku Gotlandii oraz na południowy zachód tak jak my. Niewielki wiatr powoli pcha wszystkich do przodu, to nie są dobre wiatry dla nas, zbyt słabe, a nasza łajba zbyt ciężka. Dzięki dobremu startowi trzymamy się w czołówce. Duża genua na spinakerbomie, grot wypuszczony do want. Jest chwila aby rozejrzeć się gdzie jest nasza najważniejsza konkurencja. Spaniel i STIV na prawym trawersie żeglują podobnie do nas, Sharki dużo wyżej ciągnie na zachód. Znów im chwile po starcie „zepsuł” się AIS i zniknął z naszego komputera. Powoli nadchodzi noc, wiatr słabnie coraz bardziej. Kombinujemy z lekką genuą która lepiej wyłapuje niewielkie podmuchy. Czasami płyniemy 2 a czasem 5 węzłów. Żeby tylko nie stracić zbyt dużo, wiemy że następnego dnia nadciągnie silny wiatr zachodni z którym popędzimy na południe.

Prognozowany wiatr dociera do nas ok. 1400 od razu z siłą 6B. Szybko stawiamy małego foka i refujemy grota. Wiatr NNW umożliwia żeglugę kursem 250. Bardzo szybko rozbudowuje się wysoka i stroma fala. Ma już chyba z 2.5 metra, może nawet 3. Bardzo skutecznie chce nam przeszkodzić w szybkiej żegluga. Targa nami na wszystkie strony, najgorsze są uderzenia w fale które podrywają się i wpadają na pokład mocząc wszystkich którzy się na nim znajdują. Choroba morska dopadła kilku załogantów. Wiszą na relingach i przeżywają swój „ból istnienia”. Zostaliśmy na morzu praktycznie sami, dokoła nie widać nikogo. Jazda pod taką falę nie jest ani przyjemna ani szybka. Na prędkościomierzu 5-6, czasem 7 węzłów. Najważniejsze, że w dobrym kierunku. Nad nami przewala się front, wielkie ciemne chmury mkną szybko w przeciwny kierunku. Czasem pokropi deszcz, czasem nadejdzie szkwał ponad 30 węzłów.

Wieczorem lekko cichnie, wieje solidna „czwórka”, czas na zmiany. Najpierw wciągamy większego foka, po kolejnej godzinie genuę, rozrefowujemy także grota. Dziób naprowadza nas raz na Ustkę raz na Władysławowo. Nad ranem znów ma nastąpić zmiana kierunku wiatru, więc wytrwale żeglujemy na południe. Odkrętka przychodzi o 0700, szybki zwrot i kurs na Bornholm. Mimo, że wieje 4-5 niesiemy pełne żagle. Na granicy ich wytrzymałości i na granicy opłacalności (optymalnej prędkości). Odbieramy kolejne prognozy pogody. W tym roku udało nam się zrobić z telefonu satelitarnego modem i pobieramy aktualne griby pogodowe (nie pytajcie o koszty). Po południu kolejna odkrętka wiatru, tym razem na NW. Sprzyjająca, możemy kierować się już w kierunku mety. Wiatr średni, wieje 3-4B, ale mamy przeciwną bardzo dużą falę. Skąd ona się bierze, bardzo mocno spowalnia naszą żeglugę wprowadzając Dara w nienaturalne podskoki które kończą się potężnymi uderzeniami w fale i niemal całkowitym wyhamowaniem. Po 2 godzinach już wiemy skąd te zjawisko, z tego kierunku przychodzi coraz silniejszy wiatr. Zrzucamy genuę i stawiamy foka, zakładamy też drugi ref. Fok przyjmujący na siebie aż trzy siły – napór wiatru, wpadającą czasami na niego falę oraz bardzo duże przeciążenia wynikające z uderzeń w fale nie wytrzymuje i pęka od samego dołu do samej góry. Targany wiatrem w dwóch kawałkach łopocze. Pozostaje nam go jak najszybciej ściągnąć na pokład, co wcale nie jest łatwym zadaniem przy tak dużym rozkołysie i łopocie mającym ochotę skarcić każdego kto zbyt blisko podejdzie. A podejść trzeba, przecież trzeba chwycić płótno, ściągnąć na pokład i przygnieść własnym ciałem aby nie wywiało go z powrotem z pokładu. Musimy postawić coś mniejszego. Niestety nie jesteśmy do tego przygotowani, mniejszy fok leży gdzieś głęboko w żaglowni, a do niej niezwykle trudno się dostać. Cały forpik zawalony innymi żaglami po których właściwie trzeba się czołgać. Po wielu już zmianach żagli pod pokładem panuje mało zorganizowany chaos, zmęczona załoga śpi gdzie popadnie, przy czym sen w sztormiaku i kamizelce na mokrych żaglach to jedno z przyjemniejszych rozwiązań.

Mimo iż stoję za sterem a większość żyjącej jakoś załogi jest na dziobie widzę wyraźnie ich zmęczone i wkurzone miny na twarzy. Miał być koniec prac przy żaglach a tu taka niespodzianka. Z trudem udaje się im wyciągnąć mniejszy żagiel i mozolnie wpinamy go w sztag. „Szybciej, szybciej” – krzyczę zza steru prosto pod wiatr. Od awarii minęło chyba już z 20 minut, w tym czasie zamiast sunąć 6 węzłów w kierunku mety stoimy niemal w miejscu. W końcu udaje się podnieść foka i ruszamy do przodu. Straciliśmy pewnie z 4 Mm, ale nie ma co nad tym rozmyślać tylko cisnąć do przodu – wyścig trwa, konkurencja blisko, gra się toczy dalej. Wiatr wieje mocniej niż w prognozach, choć tego podartego foka podobnie jak w pierwszym wyścigu trochę nam brakuje.

Wieczorem znów wieje 4B więc wciągamy czym prędzej genuę. Idziemy ostro na wiatr wiejący z zachodu. Meta ustawiona jest przy pławie REDA, 30 Mm na północ od Świnoujścia. Nie wejdziemy na metę jednym halsem, ale decydujemy się jak najdłużej jechać na południe, powinna być tam mniejsza fala, co przy kolejnym halsie powinno nam sprzyjać. Na zwrot decydujemy się o 0600. Zjeżdżamy się z innym polskim jachtem Admirałem Dickmanem. Wiatr powoli słabnie, prędkość spadła z 7 do 6, potem 5 a nawet 4 węzłów. Robimy krótkie halsy szukając wiatru pod chmurami. Gdzieś na horyzoncie pojawia się Filou, niedaleko nas jest STIV i Sharki. Do mety niecałe 10 Mm pod słabnący wiatr, trzeba wykrzesać z siebie jak najwięcej uwagi, bardzo precyzyjnie sterować, ustawiać żagle, dobierać momenty zwrotów. Można dużo zyskać lub stracić. Chyba zrobiliśmy dobrą robotę w końcówce wyścigu, przekraczając metę o 0933 czasu lokalnego. Admirał Dickman, który jeszcze godzinę wcześniej był 100 metrów przed nami przeciął metę pół godziny po nas. Zaraz za nim Filou. Sharki męczył się zapewnie na tych słabych wiatrach jeszcze kilka godzin. STIV wpływa na metę dopiero popołudniu, stał kilka godzin przy bardzo słabym wietrze. Tym razem (w przeciwieństwie do pierwszego wyścigu) szczęście sprzyjało nam.
Na wyniki trzeba jeszcze poczekać, wiele jachtów płynie, coś więcej będziemy wiedzieć wieczorem kiedy STI ogłosi prowizoryczne wyniki. Tym czasem kierujemy się do Świnoujścia. Czas odpocząć, odgruzować się, wysuszyć, wykąpać, najeść (w dowolnej kolejności). Ja w Świnoujściu uciekam na busa do Szczecina, czeka mnie duże wyzwanie organizacyjne podczas naszych TallShipów. Myśli jednak krążą ciągle wokół przeliczników, czasów wyścigu, czasów przeliczeniowych. Gdzie jest STIV, gdzie Black Diamond. Wiem że na pewno przeliczy nas Admirał Dickman i Sharki. Co dalej? Może będziemy na 3 a może na 6 miejscu.

Wieczorem siedzę przed komputerem w biurze oficerów łącznikowych na Akademii Morskiej i klikam co 5 sekund w klawisz odśwież. Powinny już się pojawić tymczasowe nieoficjalne wyniki. Już wiem (na podstawie pozycji z Yellow Bricka) że STIV i Black Diamond nas nie przeliczą, zbyt długo halsowali do mety. Pozostaje jeszcze Spaniel który metę osiągnął dzień wcześniej wieczorem ale ma wysoki współczynnik korekcyjny. Czy możemy go przeliczyć? Chyba nie.. . Odśwież…, odśwież…, pojawia się lista jeszcze z wartościami zerowymi… odśwież…, JEST – III miejsce... Yeah… przeliczyliśmy Spaniela o 3 minuty… 3 minty…, jak łatwo było je stracić…, choćby 3 minuty dłużej wpinany żagiel po tym jak się porwał fok, albo tuż przed metą halsując pod słabnący wiatr, zwrot w złym momencie… 3 minuty. Banan na mojej twarzy… jesteśmy na podium, tu w Szczecinie, u siebie. Od razu wyciągam telefon i dzwonię do Jurka. Niech cała załoga wie, że udało się, że mamy pucharek.

Po kilku minutach gdy emocje troszkę opadają pojawia się myśl, a co z wynikami za cały Tall Ship, przecież w obu biegach wygrały zupełnie inne łódki a my byliśmy dwa razy w czubie. Szybko sumuje czasy obu wyścigów Daru Szczecina, Sharkiego, STIV’a, EbbTide’a, Admirała Dickmana i Spaniela a także najszybszych jednostek z innych klas. O kurcze…, nie mogę aż uwierzyć w to co wychodzi z obliczeń i mam zapisane na kawałku kartki papieru, ale mamy najkrótszy czas, przeliczamy Sharkiego o ponad godzinę. Jesteśmy pierwsi. Aż trudno mi uwierzyć. Jeszcze raz sprawdzam obliczenia. Wychodzi to samo… pierwsze miejsce… nie tylko w naszej klasie C, ale także bez podziału na klasy. Biorąc pod uwagę oba wyścigi byliśmy w czasie przeliczonym najszybsi w całej liczącej blisko 100 jednostek flocie. Takiego sukcesu chyba nikt się nie spodziewał. 3+3 = 1 - taki wzór możemy zapisać w karcie historii udziałów Dara w Tall Shipach (dwa razy trzecie miejsce w wyścigu dające zwycięstwo w całych regatach).


Łza mi się kręci w oku… i nawet nie mogę się tą wiadomością podzielić ze swoją załogą. Oni tam w Świnoujściu zajadają się pizzą, ja w biurze nie mogę się skupić na tym co powinienem. Tak bardzo chciałbym się z nimi wyściskać i przybić piątkę… pozostaje telefon do kapitana i czekać na nich w Szczecinie. Jeszcze 2 tygodnie temu byliśmy zbieraniną ludzi, a teraz po takim wyścigu grupą którą na pewno dużo łączy, którzy coś fajnego dokonali i na pewno mają z tego ogromną satysfakcję.

4 sierpień 2013, ok. godz. 1730, teatr letni w Szczecinie. Z ust Paula Bishopa płynie zapowiedź: „And the first over all… in class C… on corrected time … from Poland… Dar Szczecina. Wybiegam z Jurkiem i Adamem na scenę. Adam na to zasługuje chyba najbardziej. Świerzynka który po raz pierwszy wybrał się w morze nie odpuścił chyba żadnej zmiany żagli. Szkoda, że nie wbiegliśmy całą załogą, wszyscy zasłużyli. Stoję z pamiątkową nagrodą podniesioną ku górze i patrzę gdzieś przed siebie w dal, nie widzę nikogo konkretnego, obraz rozmazany, docierają jedynie okrzyki z miejsc zajmowanych przez reprezentację szczecina, wiwatujących… tysiące myśli, wewnętrzna radość, satysfakcja i… aż trudno teraz sobie przypomnieć te odczucia które mną targały w tym momencie. Jeden smuteczek tylko w mym sercu gdzieś się tlił, że nie ma nagrody za całe Tall Shipy bez podziału na klasy, bo też byśmy zgarnęli tą nagrodę.

To jest z pewnością jeden z największych moich sukcesów od 10 lat kiedy to startuje w Tall Shipach, dwa bardzo trudne wyścigi. W drugim licząc każdy żagiel osobno wykonaliśmy 34 manewry przy żaglach (zliczone na podstawie dziennika jachtowego). Dziesiątki godzin przy sterze, dziesiątki manewrów z żaglami, tysiące lirów wody przelewających się przez pokład, 4 razy uszkodzony żagiel, 3 obiady sztormowe, 40 siniaków u załogantów... można by długo wyliczać co działo się na tegorocznych regatach. A dokonali tego: kapitan Jurek, zastępca Wojtek ‘Bolo’, oficerowie: Piotrek „Patyk”, Zuza „Zu”, Maciek „Sikor”, Kaja, Marcin „Zdzichu” oraz dzielne załogi: Sasza, Iza, Szymon, Mateusz, Kamil, Szymon, Oleg, Daniel, Bartek, Szymon, Marcin, Paulina, Adam i Paweł.

Dziękuję za wszystko…
Wojtek ‘BoloJr’ Maleika
z-ca kapitana
Dar Szczecina
29.06.2013-06.08.2013
The Tall Ships Races 2013

Zdjęcia

Zobacz ofertę rejsów na sezon
01
Gru
2024
Kryptowaluty
Kategoria: inne
Wrocław
15
Lis
2025
Labrador
Kategoria: szanty
Warszawa